Jestem paseé

Za miedzą sukcesy, a ja sobie dalej jeżdżę tym moim rowerkiem po okolicznych lasach. Nie są to miejsca szczególnie popularne (w porównaniu np. do okolic Holmenkollen, wokół jeziora Songsvann, albo Nordmarki), ale od czasu do czasu spotykam innych rowerzystów. I tu sprawa (dla mnie) zadziwiająca – nie spotkałam nikogo, dosłownie nikogo, kto jechałby na fullu. Nie mam tu na myśli rowerzystów mijanych na codzień, w drodze na uczelnię itp., ale tych właśnie jeżdżących po górach/ lasach na góralach. Fulli – zero, null, nada. Spotykam za to panów (dlaczego to zawsze są panowie? gdzie są wszystkie panie?) na fatbikach, i to mniej-więcej w proporcji 1:1 (hardtail:fatbike). Gwoli ścisłości zaznaczę, że jeden pan jadący na fatbiku powiedział, że ma też fulla, ale właśnie kupił sobie fattbika, wypatroszył go nawet z przedniego amortyzatora „żeby uzyskać czysty efekt”. Więc teoretcznie ktoś tam, gdzieś tam ma, ale oczy moje nie widziały.
Pytam więc dlaczego? Jak to?
Okolica wydaje się być stworzona do jazdy na takim właśnie rowerze. Ok, jest trochę racji w tym, że przypuszczalnie tam gdzie ja się topię w bagnie i w pewnym momencie muszę wziąć rower na ręce i przedzierać się przez las obok ścieżki stąpając jedynie po konarach – tam, być może, panowie (znowu – ech) przejadą? Może? Ale też niezbyt daleko, bo potem robi sie gęboko 😉
Szczerze wątpię, żeby chodziło o zachód z serwisowaniem, dbaniem. Zauważyłam, że Norwegowie uwielbiają swój sprzęt sportowy i ilość gadżetów jakie można do nich kupić jest spora.
Koszt? hahahaha – nie 🙂
Z ciekawości zajrzałam sobie na strony internetowe dwóch największych sklepów sportowych w Norwegii. Nie są to bynajmniej jakieś sklepy specjalistyczne, zwykłe takie sportowe markety, ale dość wyraźnie pokazuje to pewne trendy.
28 rowerów górskich
5 fatbików
31 rowerów górskich
4 faty
Nie jest też tak, że w ofercie obu sklepów są raczej tańsze, kiepskawe rowery. Znalazłam karbonowego Gianta XTC Advancet (30 000 NOK), jest Nakamura Grade 29 Team oraz 27 Ltd (bagatela 59 999 NOK za 29 Team i 49 999 NOK za tańszy). Bardzo drogie, często karbonowe rowery widzi się też na ulicach i parkingach dla rowerów np. koło stacji kolejowej. Część z nich nie jest wcale przypięta, stoi tak pół dnia czekając spokojnie na właścicieli (da się? da!).
Koniec końców myślę, że chodzi o modę. Nic innego nie przychodzi mi do głowy. Nie wiem czemu rozwiązanie, które zdaje się być popularne w innych krajach Europy Zachodniej, tutaj po prostu się nie przyjęło. Może ktoś mi pomoże rozwikłać tę zagadkę? 😉

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.