Witaj Edwardzie

Norwegowie mają takie powiedzenie:

Det finnes ikke dårlig vær, bare dårlige klær. 
Znaczy to, że nie istnieje zła pogoda, są jedynie złe ubrania. Jest w tym na pewno sporo racji. W sklepach sportowych można tu znaleźć ubrania tak dziwaczne i specjalistyczne, że muszę w internecie szukać do czego one właściwie służą (czy tylko ja pierwszy raz słyszę o butach do brodzenia?). Jest jednak pewne, że zapewniają one komfort w nawet najbardziej ekstremalnych warunkach pogodowych. Podobnie jest zresztą z różnego rodzaju sprzętem, np. sportowym. I tu przechodzimy do sedna sprawy:
Det finnes ikke dårlig vær, bare dårlig sykkel.

Niniejszym skończyło się, że to, że tamto. Że zimno, że błoto, że śnieg nadal w polu. Że ślisko, że grząsko, że samo bagno…

Koniec. W rodzinie pojawił się Edward.

Scott Big Ed

Edwarda nie interesują moje rozterki. Edward przejeżdża przez wszystko i nie ogląda się za siebie. A mógłby, bo to co zostawia jest dość imponujące:

Scott Big Ed

Wczoraj wybraliśmy się w naszą pierwszą wspólną podróż. Pogoda nie była szczególnie zachęcająca, ale kogo to jeszcze interesuje. Pierwsze wrażenie, było dość zabawne z powodu specyficznego turkotu, jaki ten rower z siebie wydaje. Jeśli zwykły rower miałby płoszyć łosie, to jazda na tym nie daje mi najmniejszych szans na ich spotkanie. Ten rower, jakkolwiek by to nie brzmiało, jest po prostu głośny. Jego potężne opony albo stukoczą na suchej nawierzchni albo mlaszczą i chlupoczą w błocie. Tak czy owak, nie da się nie usłyszeć, że fatbike się zbliża. Opony są zresztą dość niezwykłe, bo błoto się do nich nie lepi. Spodziewałam się, że po takiej jeździe wrócę do domu zupełnie brudna. Tymczasem zdumiewająco mało błota wylatuje do góry a jeszcze mniej zostaje na oponie.

Udało mi się w pewnym momencie bardziej nieco rozpędzić i wtedy spora szpryca prysnęła na mnie z impetem, ale generalnie obyło się bez większych rewelacji. Zresztą, nie jest to rower na którym będę bić rekordy prędkości, żeby takie sytuacje mogły się często powtarzać. Wprawdzie jedzie się na nim zaskakująco lekko i przyjemnie, ale demonem prędkości to on nie będzie, bo i nigdy nie miał być. Jest za to maszyną na której przejechałam dziś przez największe nawet błoto. Z ciekawości pominęłam też kładkę nad bagnem – tam Edward również dał radę. Zasadniczo dał radę wszędzie 🙂 Nie zmienia to jednak faktu, że jazda przez błoto, zwłaszcza głębsze, wymaga sporego wysiłku. Wyciąganie tych zassanych opon nieźle mnie wczoraj zmęczyło.

Scott Big Ed

Edward przejeżdża przez wszystko. Wybrałam sobie wczoraj trasę, którą pokonuję dość często i mniej więcej pamiętam gdzie czekają na mnie pułapki. Ale na tym rowerze większością z nich nie musiałam się zupełnie przejmować. Śliskie korzenie (moja największa zmora), wprawdzie nadal podbijają oponę ale nie ma takiej możliwości, żeby się z tego powodu przewrócić. Na tym rowerze czuję się bardzo pewnie i nie lękam się niczego. Jedyną wadą jest to, że gdy skaczę z czegoś wyższego, bardzo ciężko jest mi podnieść przednie koło. Nad tym trzeba będzie pracować. Czasu będzie wymagało również przyzwyczajenie się do dwurzędowej korby.

Gdybym miała porównać go do mojego fulla, to pewnie byłby to trudny pojedynek. Z całą pewnością mój Anthem jest miększy i mam wrażenie, że wygodniejszy. Choć mam go krótko, zdążyłam się już przyzwyczaić do gładkiego pokonywania wszelkich przeszkód na drodze. Pewnie trzeba będzie dużo kombinować z ciśnieniem w oponach Edwarda, żeby zbliżyć się do tego poziomu, choć mimo wszystko sądzę, że Anthem i tak będzie wygrywać w tej konkurencji, Z drugiej strony Eda używa się znacznie prościej. Nie muszę myśleć, tylko jadę. Sporo czasu zabierze mi dojście do takiej swobody na tym drugim. Z jeszcze innej strony patrząc, nieźle się wczoraj w tym lesie napracowałam. Sam fakt, że da się jeździć w trudnych i mokrych warunkach nie oznacza jeszcze, że rower jedzie sam. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać czy z moją kondycją jest coś nie za bardzo, czy ubrałam się za ciepło czy co jeszcze. Na Anthemie pewnie wróciłabym do domu nie zmęczona a sfrustrowana, bo nie dałoby się jechać wcale. Teraz nie mam już żadnej wymówki…

Scott Big Ed

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.