Krok piąty – akceptacja, krok szósty – wsparcie

Jak się okazuje bezpieczeństwo w kontakcie z łosiami jest zbyt prostym tematem na moją semestralną pracę z norweskiego, więc znowu stanęło na pisaniu o rowerach. Ale, ponieważ kolarstwo górskie było moim tematem w poprzednim semestrze, muszę wybrać coś nieco innego. Najlepiej byłoby, gdyby temat był w miarę kontrowersyjny, tak by można było przedstawić argumenty za i przeciw. By część go kochała, a część nienawidziła. Żeby był to temat na czasie, oraz w miarę istotny. Już wiem! Napiszę o elektrycznych rowerach górskich!

Wprawdzie nie takie były moje plany, ale skoro już i tak muszę przejrzeć notatki z wykładów z IMBY, przy okazji powstaje post.

W moim wypadku, wszystko zaczęło się podczas IMBA World Summit i panelu dotyczącego elektrycznych rowerów górskich, w którym udział wzięli: Gary Fisher, Claudia Wasko, Sam Benedict, Luis Benitz, Morgan Lommele and Andy Williamson. Jeśli kiedykolwiek słyszeliście o tym, kim jest Gary Fisher, a jestem pewna, że słyszeliście, to wiecie, że jeśli się pojawia, to nie może chodzić o coś mało istotnego. I nie chodzi! Elektryczne rowery górskie stają się coraz bardziej popularne (przeczytaj na przykład Austrian E-MTB Sales Skyrockets).

Ścieżka dźwiękowa do następnego akapitu: 

Czy słyszałam o eMTB wcześniej? Oczywiście, że tak. Czy zwracałam na nie uwagę? Ani troszeczkę. Czy był to błąd? W pewnym sensie tak. Rowery górskie, wspomagane elektrycznie, nie są już niszową kategorią, a ich popularność, w najbliższych latach, będzie jedynie wzrastać. Dzieje się tak, oczywiście, nie bez powodu. Nie można powiedzieć, że rynek ma zawsze rację, ale skoro sprzedaż rośnie, to z całą pewnością są argumenty przemawiające za wspieraniem tego produktu. Z drugiej strony, ponieważ mówimy o zupełnie nowej grupie użytkowników, pojawiają się również nowe wyzwania, którym musimy sprostać. Więc kiedy już przejdziemy przez wszystkie 5 faz smutku, żałując kierunku, w jakim zmierza nasza planeta, nadejdzie czas na akceptację i zastanowienie się, co właściwie z faktu popularności eMTB wynika. W tym poście podsumują taką właśnie dyskusję, która miała miejsce w czasie panelu dotyczącego eMTB na IMBA World Summit 2016.

Nie będę tutaj zajmować się ani definicją elektrycznych rowerów górskich, ani ich typami, ani też żadnymi innymi kwestiami związanymi z bateriami, czy zasięgiem takich rowerów. To wszystko znajdziecie na wielu innych świetnych stronach, których nie będę kopiować. Jeśli więc macie ochotę przeczytać trochę o tym, czym e-MTB tak naprawdę jest, zajrzyjcie na stronę: E-MTB, Rowery Wspomagane Elektrycznie, albo jeszcze lepiej, kliknijcie tutaj, i rozpocznijcie subskrypcję E-Mountainbike magazine.

Zdrowie i dobre samopoczucie jest pierwszą sprawą, jaka przychodzi mi do głowy, kiedy mowa o eMTB. Z oczywistych powodów, jazda na elektrycznym rowerze górskim jest mniej wymagająca fizycznie niż na rowerze bez wspomagania. Nie oznacza to, bynajmniej, że żaden wysiłek fizyczny nie jest potrzebny – różnica między elektrycznym rowerem górskim, a motorowerem, polega, między innymi, właśnie na tym, że w rowerze elektrycznym, aby uruchomić wspomaganie, trzeba pedałować. Dla wielu osób używanie takiego roweru jest szansą by wyjść na zewnątrz, przebywać w naturze i trochę poćwiczyć – tyle, na ile mają ochotę i sił. Sam Benedict mówił o możliwości wspólnych wyjazdów górskich ze swoim ojcem. Ja myślę o moich krewnych i znajomych i o wycieczkach, które moglibyśmy razem odbyć. Wiele osób, które jeździły będąc młodsze, sprawniejsze, czy zdrowsze może powrócić do kiedyś uprawianej aktywności dzięki elektrycznym rowerom górskim.

Gdy byłam, w te wakacje, w Bielsku-Białej i rozmawiałam z rowerzystami, jeden z nich opowiadał mi o 2 starszych panach, którzy kupili sobie takie właśnie rowery i teraz, co drugi dzień, wyjeżdżają na Twistera. Zazwyczaj bateria pozwala im na trzykrotny wyjazd do góry i tak mijają im przedpołudnia. Podobno, nigdy nie spodziewali się, że w życiu czeka ich jeszcze taka frajda.

Oczywiście, pojawiają się również wyzwania. Nie wszędzie można znaleźć tak dobrze przygotowane ścieżki jak Twister. W Norwegii, na przykład, większość tras jest zdecydowanie zbyt trudna dla początkujących rowerzystów. Oznakowanie również pozostawia dużo do życzenia, a wiele szlaków wymaga solidnej naprawy. Dla mnie brnięcie przez mokradła jest dość męczące, a inni lubią takie ścieżki i to, co mnie zniechęca, oni nazywają przygodą i dobrą zabawą. No i super. Ale jeśli mówimy o nowej grupie użytkowników, niekoniecznie najsprawniejszych i niekoniecznie w dobrej formie, trudności, które jednych cieszą, a innych tylko irytują — mogą oznaczać poważne problemy. Co więcej, ponieważ jazda na rowerze ze wspomaganiem jest fizycznie mniej wymagająca, nie jest trudno przeliczyć się ze swoimi siłami, a także umiejętnościami i pojechać znacznie dalej niż można bez takiego wsparcia. Niestety nie udało mi się znaleźć szczegółowych danych na ten temat, ale w czasie dyskusji poruszony został problem zwiększonej liczby interwencji ratunkowych w Bawarii, będący skutkiem brawury nieodpowiedzialnych e-rowerzystów. Wydaje się to dość prawdopodobne.

Z drugiej strony patrząc, cała masa innych użytkowników może niezwykle zyskać na wykorzystaniu takich właśnie rowerów. Ratownicy górscy albo członkowie patroli rowerowych, by przemieszczać się szybciej i wytrzymywać obowiązki całego dnia pracy. Budowniczy ścieżek, którzy zabierają ze sobą masę często ciężkich narzędzi pewnie również nie pogardziliby dodatkowym wsparciem, czy też… myśliwi, dla których e-rower może być bardzo efektywnym środkiem transportu.

Elektryczne rowery górskie otwierają przed nami cały świat nowych możliwości, co musi znaleźć odzwierciedlenie w prawie i lokalnych regulacjach. Jak definiowany jest górski e-rower, czy bliżej mu do roweru czy motoru? Skoro nie jest to zwykły rower – czy powinien mieć zapewniony taki sam dostęp i czy możemy się nim poruszać wszędzie tam, gdzie na standardowym rowerze wolno? Czy są jakieś ograniczenia prędkości? Jak radzić sobie z tuningowaniem (np. „podkręcanie” mocy) takich rowerów? Czy powinna powstać nowa rowerowa etykieta? Nowe zasady pierwszeństwa? Na niektóre z tych pytań możemy znaleźć odpowiedzi, ale większość z nich nadal stawia nas w kłopotliwej niepewności. Zgodnie z norweskim Stortingsmelding 18, wszelkie aktywności napędzane siłą ludzką są, co do zasady, w lasach/naturze dozwolone. Ale, w takim razie rower elektryczny raczej jest wykluczony. Czy to oznacza, że nie mogłabym zabrać mamy, jadącej na rowerze elektrycznym, na przejażdżkę do lasu znajdującego się tuż obok naszego domu? Niestety nie wiem.

Ostatnim akapitem tego postu są moje własne doświadczenia. Trzeciego dnia Summitu miałam okazję wypróbować Specialized Turbo Levo FSR 6Fattie. To był dość długi dzień i miałam już za sobą 20 mil przejechanych na innym rowerze. Trochę bolało mnie biodro z powodu przykrej kontuzji, której nabawiłam się zaledwie tydzień wcześniej. Następnego dnia czekał na mnie Epic Ride, więc nie bardzo chciałam nadwerężyć się zanadto i kompletnie wykluczyć z czekającej mnie zabawy. Miałam więc w planach szybką rundkę dookoła centrum ekspozycyjnego, tylko po to żeby, choć raz spróbować, jak taki rower działa. Ale, kiedy tylko na niego wsiadłam, wiedziałam, że nie zejdę zbyt szybko. Ostatecznie zrobiłam kolejne 10 mil dookoła jeziora Atlanta, a wróciłam dopiero tuż przed pokazem Dannyego McAskilla, Hansa Reya i Ryana Leecha. Całą trasę nie mogłam przestać się uśmiechać, bawiłam się niesamowicie, używałam band jadąc pod górkę, z łatwością pokonywałam przeszkody, zdarzył się mały skok, biodro nie bolało, było po prostu rewelacyjnie.

Mimo wszystko uważam, że dziś, elektryczny rower górski nie jest dla mnie. Myślę, że przez wiele jeszcze lat nie będzie. Jestem młoda, zdrowa, raczej wysportowana i pedałowanie nie sprawia mi kłopotu. Lubię pedałować i wspinać się pod górę. Nie obsesyjnie, ale od czasu do czasu nie zaszkodzi. Ale, jeśli pedałowanie pod górkę wcale cię nie bawi, zwyczajnie nie masz na nie ochoty, albo nie możesz tego robić, nic mi do tego. Nie mnie ma się to podobać/nie podobać, nie mam co akceptować/nie akceptować, bo nie o mnie tu chodzi, tylko o Ciebie!

Rosnąca popularność elektrycznych rowerów górskich, tworzy dla nas wszystkich pewne wyzwania, podobne do tych, z jakimi zmagało się kolarstwo górskie w Stanach w latach 80. Trzeba będzie poświęcić trochę więcej uwagi planowaniu ścieżek, z dużą starannością trzeba będzie podejść do kwestii regulacji prawnych, zwłaszcza w zakresie dostępu (lobbowanie może się okazać konieczne), no i oczywiście nacisk trzeba będzie położyć na edukację – zarówno rowerzystów, e-rowerzystów i osób zarządzających tymi terenami, na których wszyscy musimy się pomieścić. Ale jeśli te wszystkie działania mają sprawić, że coraz większa grupa osób na rowerach elektrycznych będzie się świetnie bawić – to powinniśmy to nie jedynie akceptować, ale popierać. Bo w końcu o zabawę i radość w rowerach chodzi.

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.